czwartek, 11 grudnia 2014

Prolog

Cały czas czuję jego zapach, choć minęło tyle czasu.
Od dawna próbuję o nim zapomnieć, jednak wiem, że nigdy mi się to nie uda.
Zniszczył całe moje życie.
Przez niego nie jestem w stanie nic przełknąć, spać w nocy.
Przyjaciele mnie zostawili, rodzina się odwróciła.
Zostałam sama. Jaki jest sens mojego życia?
Wszystkich zraniłam.
Wszystkich.

 ***

Dopiłam drinka i odstawiłam szklankę na blat. Wstałam i szybko weszłam na parkiet. Wmieszałam się w tłum, zaczęłam tańczyć w rytm muzyki. Czułam na sobie ciężkie oddechy innych ludzi, spocone ciała ocierające się o mnie. Tańczyłam coraz odważniej, gdy kogoś ręka wylądowała na moim pośladku. Uśmiechnęłam się w duchu, wiedziałam, że podobam się mężczyznom i zawsze potrafiłam to wykorzystać. Postanowiłam jednak, jak zwykle grać oburzoną, więc obróciłam się na pięcie i już miałam zacząć swoje kazanie na temat szacunku dla kobiet, ale zabrakło mi języka w ustach. Stała tam bowiem osoba, której bałam się jak nikogo innego. Nie myślałam, że go kiedykolwiek znów go zobaczę. Nie zdążyłam nic zrobić, bo mężczyzna chwycił mnie za nadgarstki i przyciągnął do swojego ciała.
- Hej, kochanie. Jak tam? Tęskniłaś? - wyszeptał mi do ucha. Chciałam jak zwykle grać twardą, jakbym doskonale wiedziała, że spotkam na imprezie osobę, która zamieniła moje życie w piekło, ale strach mnie paraliżował.
- Zostaw mnie.. To boli.. - powiedziałam tak cicho, że nawet ja ledwo to usłyszałam.
- Co mówisz kotku?
-Zostaw mnie.. - powtórzyłam nieco głośniej, najgłośniej jak tylko mogłam.
- Och, słoneczko, przecież wiem, że tego chcesz. - Zayn zaczął jeździć językiem po mojej szyi,  rękę przeniósł na talie, a następnie delikatnie zjeżdżał w okolice ud. Kochałam jego silne dłonie, które zawsze wiedziały jak mnie zaspokoić. Postanowiłam poddać się chwili, więc przycisnęłam swoje wargi do jego i zatraciliśmy się w pocałunku. Uświadomiłam sobie, że ja go wciąż sekretnie kocham, mimo tego wszystkiego co mi zrobił...


Obudziłam się zlana potem, z policzkami mokrymi od łez.
- Pani Gomez, czy wszystko dobrze? - zapytała pielęgniarka, którą zobaczyłam dopiero teraz.
- Eee.. tak... - odpowiedziałam lekko zakłopotana.
- Na pewno? Krzyczała pani przez sen.. Nie ukrywam, że bardzo się wystraszyłam. - powiedziała z wyraźną troską.
- Właściwie to nie... - wcale nie chciałam zwierzać się jej, ale musiałam się komuś wygadać. W tym momencie kobieta była jedyną osobą, która w ogóle chciała ze mną rozmawiać - Jestem uzależniona... ale nie mówię tu o amfetaminie, tylko o mężczyźnie. Jestem uzależniona od jego dotyku, zapachu, po prostu od jego obecności. - czułam, że łza spływa mi po policzku. - Jest moim tlenem, nie potrafię bez niego żyć.To przez niego tu jestem, zniszczył całe moje życie, a ja nie mogę przestać go kochać. Jest okropnym człowiekiem, ale jednocześnie idealnym. Rozumie pani? - kobieta pokiwała przecząco głową.- Oczywiście, że pani nie rozumie.. Nawet ja nie potrafię tego zrozumieć.


****

Jest prolog! Wiem, że trochę tandetny, ale trudno.. Bardzo przepraszam, że jest taki krótki, ale nie miałam weny. Następne rozdziały będą oczywiście dłuższe. Jeżeli możesz zostaw komentarz, bo to bardzo motywuje. :) Przepraszam też za wszystkie błędy itd.

Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach podaj w komentarzu swojego aska lub twittera.

mój ask: ask.fm/awwmydems
mój tt: @czescgomez

                                                                                                                       xoxo

                                                                                                                @czescgomez